MY...
Doskonale wiemy, kim jesteśmy. Jeśli kiedykolwiek myśleliście, że bycie nastolatkiem jest trudne, to nie macie pojęcia, jak trudne jest bycie nastoletnim dzieckiem bohaterka bajki. W dodatku w realnym świecie. Tam, skąd pochodzimy to wszystko nie byłoby takie złe. Każdy byłby szczęśliwy w swoim własnym zamku czy innej posiadłości, mając (w większości przypadków) służbę i jakieś wróżki-opiekunki. Widywalibyśmy tylko tych, których lubimy i żyli beztrosko, licząc sypialnie we własnych pałacach. Uczylibyśmy się magicznych zaklęć, szkolili w szermierce, ale nasi rodzice jeden, jedyny raz doszli do porozumienia - protagoniści, antagoniści, cała ta bajkowa zgraja - stwierdzili, że tatem świat jest zbyt niebezpieczny. Że nie da się już w nim wychować dzieci. Dlatego znaleźliśmy się
TUTAJ...
Miasteczko niczym nie wyróżnia się z krajobrazu podlondyńskich miejscowości. Przejeżdżając przez Far Far Away nie zorientujesz się, że mieszkają tu bajkowe postacie. Niczym nie różnią się od ludzi (choć bywają bardziej nieznośne charakterologicznie), nie rozpoznasz, że kobieta, która śpieszy się rano do biura to Kopciuszek. Oczywiście, że nie musi tego robić, żadne z nich nie może, ale chcą, żebyśmy mieli możliwie najnormalniejsze dzieciństwo. Kolejny minus - w bajkowym świecie znacznie łatwiej rozpoznać, kto jest kim. A tutaj nie działa żadna magia i Śnieżka nie może zaczarować ptaków śpiewem. Czasami naprawdę nie idzie się połapać. Jeśli zaś chodzi o największe utrapienie
SZKOŁA...
Powstała po to, żebyśmy pozbyli się uprzedzeń. Mamy nie oceniać się ze względu na przeszłość rodziców. Dlatego niektórzy ją ukrywają, wbrew temu inni się chwalą i w niektórych przypadkach powszechnie wiadomo, kim są czyi rodzice. Nad całym tym cyrkiem czuwa Dobra Wróżka, dyrektor naszej szkoły. Przyznam, bywa tu interesująco. Zwłaszcza, jeśli Wielkanocny Zając uczy wychowania fizycznego. Tak, Zębowa Wróżka naprawdę jest higienistką. Ale to jedni z niewielu dorosłych, którzy otwarcie przyznają się przed nami do swoich poprzednich imion. Mieszkamy tutaj już jakiś czas i - uwierzcie - wciąż niewiele wiemy o innych. Może ci, którzy mieszkają w szkolnym internacie lepiej się znają. Trochę współczuję tym dzieciakom - ich rodzice zostali w baśniowej krainie, a ich przysłali tutaj. Jawna niesprawiedliwość.
KIEDYŚ...
Skończymy szkołę i... nie, nie pójdziemy na studia. Dostaniemy kamień, właściwie kamyk, ale za to szlachetny, magiczny. Te kamienie to jedyna rzecz, jaka umożliwia dorosłym podróże między światami. Niektórzy robią to dość często. Nic dziwnego, jeśli ma się królestwo do rządzenia... Problem z kamykiem jest taki, że nie można go tak po prostu ukraść i zwiać do domu. Nie, on musi zostać podarowany, tak dobrowolnie. Dlatego wszyscy jesteśmy skazani na czekanie do dwudziestych pierwszych urodzin. Normalne dzieciaki chcą samochód albo mieszkanie, dzieci bajkowych bohaterów marzą o brylanciku. Czasami sami sobie wydajemy się groteskowi.
Aż muszę skomentować opis tej fabuły. Enigma. Jak ja dawno Cię nigdzie nie widziałam. Ale kurcze, jak przeczytałam ten tekst, od razu skojarzyłam skąd Cię pamiętam. Geniusz. Po prostu geniusz. Uwielbiam takie opisy fabuły. Już go kocham. Kreatywny, chwytliwy, lekki w czytaniu. Nie ma suchego, encyklopediowego trajkotania. Ojeje. Aż ubolewam, że jestem teraz na tylu blogach, że nie wyrobiłabym chyba na kolejnym. Przez Ciebie mam konflikt interesów, Enigma. xD
OdpowiedzUsuń